Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wire wrapping. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wire wrapping. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2014

Zaczynałyśmy wcześnie... kończymy późno

Ale tak to ze świętami bywa - nie można się ich doczekać i trudno się z nimi rozstać. Kończymy jednak okres świąteczny, gdyż właśnie wręczyłyśmy sobie prezenty. 

Lemoor otrzymała zestaw biżuteryjny:






Oraz moje wire wrappingowe zawieszątko, z którego jestem bardzo dumna :D



Natomiast ja otrzymałam kocura, dzięki któremu czytam w łóżku bez bólów karku... Kocur jest przemiły, mimo braku uszka. Ucho stracił w walce z nocnicą - prawdziwy Kot Wiedźmy :D







sobota, 30 marca 2013

Kolijka

Kolia... a w zasadzie kolijka wire wrapping. Pomysł zaczerpnięty z internetu i udoskonalony wstawkami ze szkła weneckiego. Niestety widzę spooooro mankamentów. Ale ćwiczę, ćwiczę, ćwiczę.... zobaczymy co z tego dalej wyniknie.







wtorek, 19 marca 2013

Tym razem bransoletki...

...ale "wciąż" techniką wire wrapping:). Bransoletka z miedzianymi dynksami (swoją drogą piękne słowo, prawda?:) powstała jako akt desperacji. Po pracy nad wisiorem zostało mi bowiem dużo krótkich kawałków drucika. Nie lubię wyrzucać niczego, co w mojej głowie jest czymś przydatnym, więc zaczęłam się zastanawiać jakby tu jeszcze można te "odpadki" wykorzystać. Myślałam, myślałam i wymyśliłam. No i... voila:P. Druga bransoletka podoba mi się głównie ze względu na zapięcie w kształcie słonia.

A oto one (proszę mi wybaczyć jakość zdjęć, szczególnie prześwietlenia... mój ekspert od fotografii wybył):

 







PAAB

niedziela, 17 marca 2013

Nowa technika wyrobu biżuterii i duuużo, mnóstwo, muultum zdjęciów... i zdjęć ;P

Długaśny tytuł mi wyszedł, ale zdjęć rzeczywiście będzie duuuuużo:). Wczoraj postanowiłam zdradzić haniebnie technikę wyrobu biżuterii pt.: "sutasz" i wypróbować swoich sił w technice wire wrapping. Technika ta polega na zaplataniu, przeplataniu, przetykaniu, splataniu (etc.) drutu i wydaje się być banalnie prosta. Ot: drut, kombinerki, ucinaczki, czy inne takie, ja i mój koncept. No i na tym etapie ta prostota jest prawdą. Natomiast kiedy tylko odetnie się kawałek cienkiego miedzianego druciku ze szpulki, prostota bierze nogi za pas i w pośpiechu wyjeżdża za granicę. Drut, mimo, że cienki, jest oporny, wykręca się zawsze w przeciwną stronę niżby się chciało, wygina się jakoś dziwnie... Ale nie zniechęciło mnie to. Majstrowałam, majstrowałam i wymajstrowałam wisior, dwa mini pierścionki (takie śmieszne, malutkie, które nosi się "wyżej" niż zwykłe pierścionki - zresztą zobaczycie;) i pręciki kwiatu, czyli wnętrze broszki... Uf, dużo tego, natrudziłam się niemożebnie. Efekt oceniam dwojako. Z jednej strony jestem niezwykle dumna, że w ogóle wymaszerowały spod mych rąk jakieś kształty. Z drugiej strony, jak tylko skończyłam, zapłakałam nad niedociągnięciami i nieforemnościami. Brakuje praktyki, rączki wprawne nie są, eh, życie. Ale technika podoba mi się tak bardzo, że na pewno do niej wrócę, wprawy nabiorę i będę tworzyła cacka godne Pakmerii Artystycznej. No i spełniłam cel na marzec, którym się oficjalnie nie podzieliłam, bo zauważyłam, że jednakowoż presja jest zbyt przygniatająca i czasami lepiej pochwalić się trybem dokonanym, niż mówić w trybie obiecującym:P.

A teraz prezentacja. Wisior:




 

Pierścionki... w zasadzie pierścioneczki... pierścioninunie;)



 Brosza:


 

I zdjęcia narcystyczne, wykonane przez męża mojego borowego - DZIĘKUJĘ KOCHANIE:*
Jak widać podobają mi się tak bardzo, że wybrałam ich... no trochę... :P może trochę więcej. Ale mam nadzieję, że się spodobają!